Słów kilka o systemach operacyjnych

Swój pierwszy komputer kupiłem w 1998 roku. Wydaje mi się to niesamowite, ale od tamtej chwili minęło już dziesięć lat. Zadałem sobie pytanie, jak wyglądała kwestia systemów operacyjnych dekadę temu, a jak wygląda dziś.

Byłem kończącym podstawówkę dzieciakiem, kiedy rodzice kupili mi mojego pierwszego, wymarzonego peceta. Oczywiście na dysku zainstalowany był Windows i trudno byłoby pomyśleć, że mógłby to być inny system. W końcu każdy z moich kolegów miał Okienka. Były niezbędne do gier, a zresztą w prasie komputerowej pisano niemal wyłącznie o nich. Nie pamiętam, żebym czytał wtedy jakikolwiek artykuł w CHIPie czy PC Worldzie o innym desktopowym systemie.

Przyszedł jednak pamiętny dzień, kiedy PCWK napisał w bardzo zachęcający sposób o Linuksie i zamieścił na płycie dystrybucję Mandrake. Nie czekając ani chwili, przygotowałem nieco miejsca na moim trzygigabajtowym dysku i zabrałem się za instalację. Pamiętam, że Linux wydał mi się ciekawy, nieco tajemniczy i całkiem ładny ze swoim KDE. Zainteresowany, kupiłem w tamtym czasie parę numerów Linux+ i przeczytałem, starając się jak najwięcej zrozumieć. Niestety żywot systemów spod znaku pingwina na moim dysku twardym bywał niedługi. Nie miałem jeszcze stałego dostępu do internetu, w popularne gry nie mogłem na nim pograć, a megabajty na moim dysku okazały się cenniejsze niż system-ciekawostka. Przez kilka lat zaglądałem dość regularnie co w Linuksie piszczy, ale jakoś nie mogłem się w nim na dobre zadomowić.

Nie tak dawno zacząłem studiować informatykę i w końcu znalazłem motywację, żeby na stałe zainstalować Linuksa. Wypróbowałem różne wersje różnych dystrybucji w poszukiwaniu tej, która najbardziej mi będzie odpowiadała. W ostatnich miesiącach było to zdecydowanie Ubuntu 7.10, a ostatnio Ubuntu 8.04. Dlaczego? Bo jestem leniwy i nie lubię tracić czasu na coś co mogę mieć gotowe. Poza tym wspomniana dystrybucja ma inne, trudne do przecenienia zalety. Po pierwsze jest dopracowana, gotowa do użycia od pierwszej chwili, a potrzebne dodatkowe programy są w zasięgu ręki. Zaletą jest też jej popularność, dzięki której łatwo o wsparcie ze strony innych użytkowników, a twórcy oprogramowania dostarczają wygodne paczki .deb specjalnie z myślą o niej. Cieszy też to, że jest w pełni darmowa i nikt nie będzie próbował mnie naciągnąć na płatną wersję premium.

Ups! Oddaliłem się nieco od tematu o którym chciałem pisać. Czym jest więc obecnie Linux na tle innych systemów? Niestety, dla większości ludzi, którzy są przynajmniej świadomi jego istnienia, pozostaje tylko ciekawostką. Dziś, tak jak dziesięć lat temu dla porażającej większości użytkowników jedynym słusznym systemem pozostaje Windows. Patrząc na moich znajomych, nawet im się szczególnie nie dziwię. Jedni chcą mieć XP lub Vistę żeby móc grać w gry komputerowe, inni koniecznie potrzebują pakietu MS Office, a jeszcze inni po prostu chcą mieć system, który najlepiej znają.

Ostatnio popularność zyskują jednak komputery Apple, wraz z ich MacOS'em. Może bardziej jest to widoczne w USA i Europie zachodniej, ale moda czyni z Maca coraz bardziej rozpoznawalny i uznany system. Kto wie, może za parę lat zacznie on, pod względem popularności, deptać po piętach Windowsowi? Jasnym staje się, że Microsoft zaczyna z tego powodu coraz bardziej obawiać się o swoją pozycję i stara się na różne sposoby walczyć, choć mało skutecznie moim zdaniem, z rosnącą liczbą użytkowników Jabłka. A gdzie kryje się sekret nowej mody na Maki? Reklama! PR! Wygląd i fajne bajery! Łatwość obsługi! PR! Niezłe oprogramowanie! Piękny sprzęt! I jeszcze raz Public Relations! Te czynniki sprawiły, że Apple z dostawcy systemów dla wąskiej garstki specjalistów stało się producentem być może najbardziej pożądanych komputerów osobistych.

Jaki stąd wniosek dla twórców dystrybucji Linuksa, którzy chcą wyjść z cienia? Najpierw stworzyć przyjazną użytkownikowi dystrybucję, a później, co jest już dużo trudniejsze, zbudować markę, zadbać o naprawdę mocny PR i reklamę, która dotrze do każdego hydraulika i gospodyni domowej. Amen.